TeneT – o skokach w tę i we w tę oraz Paradoksie Dziadka bezspojlerowo słów kilkaset

Cóż mogę napisać, bezspojlerowo?

Hmm. No Krzysiek nie zaskoczył.* By wyczaić fabułę wzdłuż & wszerz naprawdę wystarczy obejrzeć ostatni zwiastun, a żeby przyczaić ten “twist w domyśle”, jak to u Nolana – wiecie, ostatnie sekundy Incepcji, takie klimaty, co by wiara kminiła po internetach CZY ABY NA PEWNO – niecały kwadrans filmu. Dosłownie tak szybko, już na wstępie, rzuciłam do współtowarzysza seansu: “[Spojler] to [spojler] [spojler], mam takie dziwne przeczucie”. Cóż, nie bezzasadnie. 

Ameryki nie odkryję – film jest efektowny, ale nie efektywny. Ba, głupotek w nim całkiem sporo, zaś niektóre dialogi/monologi przywołują dłoń do czoła równie skutecznie niczym właściciel dobrze wytresowanego owczarka do nogi, i to owczarka australijskiego. Ponadto od pewnego momentu produkcja spojleruje siebie samą, o ile widz czai przedstawiony w niej świat. Co, nie bójmy się nazwać tego wprost, żadnym wyczynem nie jest, nawet, gdy obserwator szkołę średnią skończył tak dawno, iż zdążył zapomnieć o drugiej zasadzie termodynamiki.

Irytuje Kenneth Branagh, który jest tutaj bardzo, ale to bardzo nieprzekonujący – chyba, że taki był zamiar twórców…? Jest tak karykaturalny, próbując nam wmówić, iż jest tygrysem, będąc tymczasem ledwo kocięciem, w dodatku zbyt szybko zabranym kociej mamie. No, nie kupuję gościa; zresztą ostatnio ma tendencję spadkową, nie tylko kiedy gra detektywa ze zdechłym szczurem pod nosem. Na domiar wszystkiego serwuje nam tu ckliwe teksty, od których w trakcie seansu rozbolało mnie czoło. ;]

W kontraście – Robert oraz [jak go nazywam] Denzel Junior grają zacnie. Rzecz w tym, że nie bardzo mają w czym & kiedy “się wygrać”. Obaj jednak nie szarżują, są na swój sposób delikatni, a jednocześnie charyzmatyczni – może w tym tkwi tajemnica pysznego aktorstwa? Bonus: Washington bywa tak cudnie złośliwy, balansując przy tym na granicy kiczu, ale nigdy jej nie przekraczając. Lubię kolesia.

Muzycznie: Ludwig [Göransson], you could – and have! – done so much better! Vide Mandalorian czy Czarna Kicia, by przywołać dwa pierwsze z brzegu tytuły. W przypadku doktryny słyszymy głównie bas, czasami jakby odwrócony, zagrany od tyłu? Nie mam pewności, kiedyś pogrzebię pewnie w temacie, ale tak mi to brzmiało. I w sumie zgadzało by to się z całym przesłaniem produkcji. Jasne, fotele w Dolby Cinema aż się trzęsły; jednak chciałoby się czegoś więcej. Czegoś na miarę “Mind Heist” Hemseya chociażby, które rozpoznaję z rzędu nawet prawie dekadę później. Albo “The Gang” samego Ludwiga. Tutaj takich porywających motywów mi zabrakło.

Spodobała się mnie za to jedna feministyczna zagrywka, choć pół sekundy później ze smutkiem pomyślałam, iż gdyby ogólnie pojęty świat rozumiał feminizm jako to, czym [przynajmniej w moim odczuciu] jest: równością kobiet & mężczyzn, z jednoczesnym poszanowaniem ich różnic, ta zmyłka nie miałaby racji bytu.

Cieszy obecność nieodżałowanego Dirkowego Anioła Śmierci, czyli Fiony Dourif – nie miałam pojęcia, iż znajduje się w obsadzie i w pierwszym momencie aż nie chciałam wierzyć, że ma tu rólkę. Wysiedziałam jednak [to naprawdę długi film] do finiszu napisów końcowych i tak, to ona. 🙂 Oby dziewczyna coraz częściej pojawiała się na małym & dużym ekranie, nie tylko w horrorach.

Srodze ubawiła mnie też parafraza, a wręcz, ha! A jak! – odwrócenie 😀 – najsłynniejszego cytatu z Casablanki; szkoda, iż patrząc na salę kinową wyglądało na to, że tylko mnie. [W tym momencie chciałabym dopisać coś fandomowego, ale to byłby ewidentny spojler dla ludzi w temacie – innym razem więc. Bom ciekawa, kto jeszcze miał takie skojarzenie! (:]

A kiedy film dał radę wynudzić mnie już na tyle, że zdążyłam rozplątać wszelkie kłaczki na głowie oraz rozkminić co jak było kręcone [w czym pomogła znajomość TEJ sceny z Piątką oraz Instagram twórców Parasolek, gdzie dzielą się tego typu perełkami & ciekawostkami zza kulis], poświęcałam się rozmyślaniom nad tym, jak bardzo taki zarośnięty i utleniony Robert przypomina moją pierwszą miłość, z profilu szczególnie. 😁

Podsumowując – byłam, widziałam, drugi raz raczej nie obejrzę; chyba, że ktoś znajomy chciałby się wybrać razem, to czemu nie. Wszakże to okazja by wyłapać jeszcze więcej popierdółek, a na obsadę miło się patrzy – czyli do przeżycia. (;

*W tym momencie zaznaczę: nie czytałam żadnych teorii, spisków, redditów ani innych takich – żal mi na to życia. Obejrzałam zwiastuny, na bieżąco, kiedy wychodziły – tyle. I to nie tak, że się tym obnoszę; wręcz przeciwnie, gdybym mogła, wycięła bym sobie tę część mózgu, by w kinie móc się cieszyć, nie irytować, że “to już było”. Jasne, kino [i nie tylko ono] gra kilkoma znanymi na wylot schematami, jak też wszystko już gdzieś było.

Widzę to tak: wyłapywanie detali to taka kostka Rubika dla mojej mózgownicy; oko do okruszków oraz łączenia ich w bochenek chleba [hehe, czaicie suchara? :D] mam odkąd pamiętam.
Jednocześnie współtowarzysz większości mych seansów filmowo-serialowych z reguły jest tuż krok za mną kiedy idzie o przewidywania filmowe, więc być może po prostu sporo oglądamy i łatwiej kojarzymy pewne zagrywki twórców.