Hobbs & Shaw – ani szybcy, ani śmieszni

Żeby było jasne – serię “Szybkich & wściekłych” kochałam od samego początku, nawet “Tokio Drift”. Owszem, od czwórki robiło się z tego coraz większe guilty pleasure, jednak nadal przynosząc ogrom frajdy.

W ostatniej odsłonie serii coś się popsuło, bardzo. Już pisałam o tym filmie na blogu, więc konkretnie do celu: zabrakło mu duszy, postacie były nudne & nieprzekonujące, fabuła tak przekombinowana i kompletnie niemająca sensu, że nawet krzywo uśmiechać pod nosem się nie chciało.

Mimo wszystko, jako fanka Stathama, Elby, Dużego Kamienia oraz zgrabnych pojazdów ze stadem prężnych koni pod maską, rezerwację na Hobbs & Shaw przekładałam tylko dwa razy. 💁🏻‍♀️
Wiedząc jakiego gatunku jest to film, chciałam do niego podejść z odpowiednim nastawieniem.

Niestety, w niczym to nie pomogło.

Na temat fabuły produkcji nawet nie ma co się rozpisywać: dosłownie wszystko widzieliśmy w zwiastunach. Z tą różnicą, że one były w miarę zabawne. Tutaj nawet te same sceny nie ruszają; pewnie kwestia dłuższego montażu i przeciągania większości scen. Dostajemy masę dialogów, głównie między tytułowymi twardzielami, które się dłużą & masakrytycznie wręcz nużą. Dzieciaki w piaskownicy stosują bardziej wyrafinowane przezwiska, naprawdę. Te monologi czy przerzucanie się nawzajem epitetami sprawia, że postaci – choć lubiane w poprzednich odsłonach – są nam całkowicie obojętne. Jedynie zaczynamy się zastanawiać, ile rodzeństwa miało każde z nich i dlaczego dosłownie każdy członek obu rodzin w którymś momencie życia wpakował się w solidne tarapaty, by chwilę później popaść w jeszcze głębsze.

Zaskakuje kiepskie CGI. Zakladam, is budżet poszedł opłacenie treningów 85% obsady.

Z pozytywów: na pewno tutejsze wyścigi są ciekawsze, oryginalniejsze i bardziej przykuwające uwagę niż to, co widzieliśmy od czasu akcji z czołgiem (na samo wspomnienie się uśmiecham ❣️). Nie jest ich zbyt wiele, twórcy woleli postawić na melodramaty na dosłownie każdym.mozliwym.froncie. Od Mamma Shaw, przez wszystkich członków rodziny Hobbsa do romansu włącznie. Dodajcie sobie do tego zmiany w życiorysie Deckarda względem “Wściekłej Siódemki” i już wiecie, jak powalająca jakościowo jest konsekwencja scenarzystów. Wcale.

Największą radość wywołały u mnie motocykle. Och, od Tron: Legacy nie jarały mnie tak mocno monocykle na kinowym ekranie. Uśmiechnęłam się na widok nawiązań do porpzednich filmów Stathama. Jednak to drobiazgi, które nie naprawią ogólnej klapy.

Harta nigdy nie lubiłam (camea takie “śmieszne” 🤦), Jason & Dwayne jakiś czas temu wypisali się z listy pt. “Dla ciebie obejrzę wszystko, [wpisz imię]”, lecz – co mnie zaskoczyło – po tym filmie Idris błąka się gdzieś na jej końcu. Zresztą, ile razy można grać (prawie) tego samego złola? Vanessa właściwie powtarza rolę z ostatniej “Misji Niemożliwej”, zaś osobiście zdecydowanie wolę ją jako księżniczkę Małgorzatę (szkoda, że już jej w tej roli nie zobaczymy).

Podsumowując: jeśli tego lata ciągnie Was do blockbustera, lepiej wybrać się na Pajączka; jeśli kręci Was nieco hermetyczny, popkulturalny humor, polecam “The Dead Don’t Die”; natomiast jeśli szukanie filmu pełnego dobrych emocji, to “Toy Story 4” króluje w 2019 nie tylko w tej kwestii. Zaś nowi szybcy nie są już ani wsciekli, ani niebezpieczni. Odlecieli w oparach kiepskich żartów, nudnych dialogów & kompletnego braku frajdy.

P.S. Scenę w trakcie napisów zdecydowanie można odpuścić. Ryan, co ty sobie robisz… To obok Deadpoola nie leżało. 🙈