Co z tym Flashem? Trzeci sezon jak dotąd.

Do tej pory go lubiłam. Gdzieś po drodze olałam Arrow, odpuściłam Legendy (które na początku sprawiały mi mega, mega frajdę), ale przy Flashu wiernie trwałam. Jednak nawet moje pokłady cierpliwości nie są nieskończone.

Twórcy kombinują. Dają nam odcinki Kevina, dają nam pseudo Flashpoint Paradox, dają nam wciąż więcej speedsterów, ba, niedługo ma być odcinek musicalowy, który Barrowman właśnie kręci (Barrowman, yayy! Dla niego obejrzę wszystko!), wraca Grodd. ALE głównym motywem jest dramat. I jeszcze więcej dramatu. Ile można ciągnąć potencjalną śmierć Iris? W końcu każdy umrze, taka kolej rzeczy. Tymczasem co odcinek nasza bohaterka wyznaje swą – niepewną i zmienną przecież – przyszłość innej osobie. Po czym zawsze następuje to samo rozwinięcie: Ale jak mogłaś mi nie powiedzieć? FOCH. Nie chciałam cię denerwować! Nie fochaj się! Ale miałem prawo wiedzieć! Itd. Luuuudzie. Ileż można?

Jak nie tutaj, to dramaty z Walliem. Nikt nie chce go szkolić, wszyscy chcą go szkolić; nie jest gotowy do boju, jest gotowy, a nie, jednak nie jest. Chce być z Jessie Quick, nie chce, jednak chce, ale ona ucieka do innego świata, by wrócić dopiero gdy pewna wredna małpa porwie jej ojca [he, he]. Kid Flash, nawet niemający wiele wspólnego z komiksowym oryginałem, to w sumie ciekawa postać. Jednak każdy ma jakieś limity znośnego dramatyzmu. Ogarnijcie się, twórcy, proszę. 

Dalej Caitlin. Robi wszystko, co w jej mocy, by nie zostać Killer Frost. Niby spoko, rozumiem, też pewnie posunęłabym się do różnych rozwiązań, nie zawsze zgodnych z mym sumieniem. Jednak jej moce mają specyficzny dar ujawniania się głównie w najbardziej potrzebujących momentach. How convenient. Do tego bohaterka ma jakiś dziwny fetysz, mianowicie zakochuje się ostatnio w złolach. Bad boy for life? Nie bardzo, może kiedyś się nauczy.

Chociaż Cisco wrócił do jakiejkolwiek normalności. Po obrazach i marudzeniu z początku sezonu, dostaliśmy powrót Francisco jakiego lubimy najbardziej – zabawny, wesoły, rzucający żartami czy geekowskimi wrzutkami na prawo i lewo. Należałaby mu się jakaś fajna pani u boku – choć on, podobnie jak profesor Snow, ostatnio woli głównie te mające wiele za uszami – ale coś mu uciekają do Ziemi 2. Szkoda!

Niezawodny jest HR. Bywa impulsywny, mówi oraz, co gorsza, robi zanim pomyśli. Jednak fajnie ogląda się jego przygody. Dobrze, że potencjalna dziewczyna Cisco jednak mu odpuściła. Ciekawe, co bohater nam jeszcze pokaże. Może czas, żeby przestał robić w serialu jedynie za zabawne tło? 🙂

Właściwie ostatnio najlepiej lubię Joe. Może dlatego, że chociaż jemu ostatnio się układa. Lepiej lub gorzej, ale do przodu, nie przyżywając w kółko jednego wydarzenia. Chociaż właśnie dowiedział się o przyszłości Iris i coś mi mówi, iż twócy będą ciągnęli ten wątek przez kolejne 3 odcinki… Meh.

Co do samego Flasha? Zakochany Barry to fajny Barry. Uczący Walliego & zmieniający zdanie co ćwierć odcinka Flash to już mniej fajny Flash. Zamartwiającego się Barrego jeszcze jestem w stanie zrozumieć. Zobaczymy, co przyniesie nam Speed Force… tfu, przyszłość. Oby nie było jak z Olivierem.

  • Mariusz M

    Uśmiałem się czytając to Insia:) zwłaszcza gdy doszedłem do “by wrócić dopiero gdy pewna wredna małpa porwie jej ojca” 😀
    Jak na razie 3 sezon Flasha rozczarowuje i to znacznie. Może wrócą na właściwe tory jak Olivier z 5 sezonem:P
    A tak w ogóle. Powiedziałem, że będę czytał i komentował …o to wiec jestem:D Tylko z innego konta;P

    • Hey hey, dopiero widzę komentarz! 🙂
      Miło mi, że się pojawiłeś. Choć nie rozumiem, dlaczego z innego konta. ;>
      Przyznaj się, kim jesteś, o (nie)znajomy?
      Mam pewne podejrzenia… 😉