T2: Trainspotting & Trainspotting – spotkanie po latach

Wczesne Walentynki spędziłam w tym roku z Ewanem oraz moim młodzieńczym zauroczeniem, Sick Boyem. Właściwie podwójnie, ponieważ kino postanowiło rozpieścić widzów mini-maratonem – obiema częściami. Myślę, że tak najlepiej jest te filmy oglądać. Jak wyszło to zestawienie?

Na początek wyznam, iż przez ubiegłe lata nieco wyidealizowałam sobie część pierwszą.Pamiętałam bieganie, walkę z uzależnieniami oraz kompletne oddanie się im, fantastyczną ścieżkę dźwiękową – głównie “Born Sleepy”, z którym mam masę miłych wspomnień. Tymczasem oglądając film po latach, nie było aż tak różowo.

Jasne, niektóre sceny nadal porywają. Na przykład nurkowanie w toalecie czy przypadkowy podryw nastolatki. Inne nadal brzydzą, choćby większość związanych ze Spudem i jego teściami. Podobnie jak wszystkie obrazujące uzależnienie i kolejne dawki heroiny. Jednak nagle okazuje się, iż produkcja sprzed 21 lat pełna jest dłużyzn. Nadal bawi, ale… to już nie to. Być może współczesny widz przyzwyczaił się do podobnych obrazów na wielkim ekranie i wydarzenia przedstawione w filmie już tak nie szokują? Simon nadal jest na swój sposób przejmujący, przemowy Ewana nadal mają moc. Może nieco mniejszą, kiedy wiemy, jak ta jego ucieczka ‘do systemu’ się potoczyła. W dalszej części tekstu obecne są spoilery odnośnie fazy (celowa dwuznaczność) drugiej.

“T2: Trainspotting” zaczyna się podobnie jak pierwsza opowieść. Mamy biegnącego Ewana (te łydki!), jednak… na bieżni. W Amsterdamie. Czyli całkiem niedaleko, prawda? Zastanawiające jest, dlaczego jego ekipie przez tyle lat nie udało się go odnaleźć. W dzisiejszym świecie korpoludki trudne do namierzenia raczej nie są.

Bohater postanawia wrócić na stare śmieci, odwiedzić znajomków i spłacić długi. Bez odsetek, co irytuje pozostałych. Jego opowieści o żonie i dzieciach szybko okazują się być bujdą. Wychodzi na to, że ‘system’ przemieli każdego i tak naprawdę, może poza pieniędzmi, nie ma czego Rentonowi zazdrościć. To postać na swój sposób tragiczna. Choć wyszedł z nałogu i pozostaje czysty (jak się zapewne domyślacie, nie jakoś specjalnie długo), nie ma nikogo ani niczego dokąd mógłby wracać. Wielu chce go na swój sposób wykorzystać. Sick Boy (Jonny Lee Miller wygląda tutaj równie dobrze jak 21 lat temu, tylko pozazdrościć) chce udawać jego najlepszego przyjaciela, by następnie ‘wycyckać’ go do dna. Prowadzi brudne interesy, które raz po raz napotykają coraz to większe problemy. To w sumie ma swój fabularny plus – bohaterowie udają się do znanej prawniczki, którą jest… a jak, Diane. Simon ma również dziewczynę, której obiecuje własną ‘saunę’, co nie spotyka się z akceptacją ze strony głównego na dzielni właściela pozostałych ‘saun’. Dzięki temu dostajemy piękną scenę biegnących przez lasy & pola Ewana oraz Jonniego nago. Nie narzekam. 🙂

Spud ma pretensje za swego czasu zostawione pieniądze, które narobiły mu tylko kłopotów – wszystko przećpał, nawet nie przyznając się pozostałym, iż z ukradzionej mamony cokolwiek się ostało. Prawda zawsze wychodzi na jaw, choćby miało jej to zająć dwie dekady. Powrót starego towarzysza (nie)doli tylko w tym pomaga. Natomiast Begbiego spotykamy w więzieniu. Z niepowodzeniem stara się o wcześniejsze z jego wyjście, by nawiać. I to nie jakoś sprytnie – po ucieczce wraca do rodzinnego domu, praktycznie w nim mieszka, próbując wkręcić kompletnie nienadającego się do tego Franka Juniora w przestępczy światek. Wszelako jego głównym planem jest dorwanie Rentona. W tym celu zawiera pakt z Sick Boyem, by ostatecznie chcieć zabić wszystkich. Czy mu się to uda? Czy któregokolwiek z bohaterów czeka szczęśliwie zakończenie? Tego nie zdradzę, albowiem film wart jest obejrzenia.

W pewnym momencie Spud zwraca się do Rentona słowami: “To nostalgia, jesteś turystą we własnej młodości”. Dla mnie to najtrafniejsze podsumowanie filmu czy historii, którą twórcy chcą nam opowiedzieć. Sam Spud dzięki pomocy dziewczyny Simona, a później i Rentona odnajduje ciekawą formę terapii – spisuje ich historie. To dzięki nim Frank dowiaduje się o oszustwie. Ale też dzięki innym wspomnieniom, czy raczej wywołanej przez nie nostalgii daje Rentonowi chwilę na ucieczkę. Wystarczająco długą, by przeżyć. Tym razem.

Nie bardzo udaje się nowa przemowa postaci granej przez Ewana. To jedynie narzekanie na wszechobecne social media, która tak naprawdę niewiele do historii wnosi. Poza tym nie mam jednak do czego się przyczepić. Film zmontowany jest równie szalenie jak część pierwsza, zagrany przednio, muzyka porywa. Fabuła pokazuje, iż nawet z największego gówna człowiek jest w stanie wyjść. Czasami dosłownie.