Strażnicy Galaktyki vol.2 – marvelowy kosmos na sterydach

Wstyd się przyznać, film widziałam prawie tydzień temu. Ba, nawet dwukrotnie – zaliczyłam premierę o północy oraz pierwszy seans w Imaxie następnego dnia. Mimo to, potrzebowałam kilku dni na przemyślenia. Ale na wszystko przychodzi odpowiedni czas: włączamy ścieżkę dźwiękową z jedynki, zapinamy pasy niczym Baby Groot i lecimy z koksem! (:

Tekst zawiera drobne spoilery.

Część druga opowieści o bandzie A-holes była bardzo wyczekiwanym przeze mnie filmem. Moje zapędy nieco ochłodziły pierwsze recki, w których czarno na białym widziałam to, czego obawiałam się najbardziej – twórcy wzięli z nadspodziewanie udanej & jeszcze bardziej popularnej części pierwszej to, co sprawdziło się najlepiej, pomnożyli razy kilka oraz użyli posypki z (jeszcze większej ilości) żartów. Troszkę mi się to podczas pierwszego seansu gryzło, nieco raził ciągły śmiech Draxa, przeciągała finalna walka, ale myślę iż częściowo było to spowodowane kontrastem między premierą a oglądanym dosłownie chwilę wcześniej w tym samym kinie “Obcym – ósmym pasażerem Nostromo”. Niby i tu, i tam wszystko dzieje się w kosmosie, jednak różnica jest niewyobrażalna. Podczas drugiego seansu przyswoiłam już jednak całkowicie tę szaloną stylistykę i głównie na podstawie wizyty w Imaxie napiszę kilka słów.

Film ma przefantastyczne otwarcie, które z pewnością trzeba zobaczyć kilka razy. Przyznaję, 2 pokazy to zdecydowanie za mało, aby wyłapać wszystkie smaczki, a przede wszystkim nacieszyć się mini Grootem. Akurat masa czasu ekranowego poświęcona temu stworzeniu wcale mi nie przeszkadza. W tym wypadku twórcy zdecydowanie nie przeszarżowali, jednocześnie w niektórych momentach ewidentnie grając na uczuciach widzów. W pewnej chwili wyrwało mi się wręcz (nieco zbyt) głośne “WTF?!?”. Nie ma wątpliwości, Groot jest jeszcze bardziej uroczy niż za pierwszym razem, ma też super kontakt z całą resztą ekipy. Naprawdę miło się to ogląda.

Rocket jest za to praktycznie inną postacią; widać, że coś go gryzie i nie bardzo wie, jak miałby sobie z tym poradzić. Jest jeszcze wredniejszy, a przede wszystkim bardziej zdołowany niż dotychczas. Aby nie zdradzać zbyt wielu szczegółów, napiszę jedynie, iż jego historia ładnie zgrywa się z główną osią filmu, sprawiając, iż kluczowy wątek dotyczy nie tylko Quilla. Star-Lord, hmmm… tutaj o wiele mniej wygadany niż kiedy go poznaliśmy. Zastanawia mnie to, brakowało mi jego zadziornych czy momentami nieco przygłupich tekstów. Rozumiem przemianę, jaką przechodzi bohater pod wpływem poznania ojca, całkowicie się z nią zgadzam. Jednak nawet na samym początku produkcji bohater rzuca jedynie jednym, w dodatku nie jakoś szczególnie figlarnym, komentarzem – tym znanym nam ze zwiastuna. Jest nieco zbyt poważnie w porównaniu do tego, za co pokochaliśmy jego postać.

Dla kontrastu Drax sypie dowcipami niczym z przysłowiowego rękawa. Za pierwszym razem nieco mnie to raziło, za drugim troszkę przymknęłam oko i bawiłam się wyśmienicie. Mantis… jest ok. Dla mnie ładniejsza była w komiksach (celowo wspominam o jej urodzie – sami zobaczycie :)), w dodatku widziałam zdjęcia, na których aktorka bez charakteryzacji czy soczewek w typie Nebuli bardziej przypominała oryginał.

Właściwie ciężko byłoby napisać cokolwiek więcej o pozostałych bohaterach, by nie zdradzić zbyt wiele z fabuły. Mają miejsce pewne niespodziewajki, chociażby historia głównego złola. Warto wspomnieć o ścieżce dźwiękowej, genialnej, lecz ociupinkę mniej porywającej niż w pierwszej części. Produkcja jest wizualnym CUDEM, naprawdę – Strange się przy tym chowa. Wszelkie planety są zaprojektowane fantastycznie, innowacyjnie, co nadaje świeżości tej – mimo wszystko – lekkiej kalce części pierwszej. Mam nadzieję, iż (wszech)świat w Thorze będzie przedstawiony z równie wielkim rozmachem i pomysłowością. In Taika we trust!

Z ręką na mym geekowskim sercu mogę polecić film zarówno w wersji 3D jak i Imax 3D. W tym przypadku konwersja miała sens. 🙂

Tak, mamy tutaj 5 scen ‘po napisach’. Zdecydowanie warto zostać w kinie. Niby… dobra, miałam niczego nie zdradzać. Powiem tylko – przyglądajcie się dobrze, w trakcie filmu też. 🙂

Czekam na trójkę od Jamesa oraz powiązanie bohaterów z Avengersami. Produkcja udowodniła, iż Marvel ma spore pole do popisu.

I am Groot!