Split

Jest klimatycznie, jest wciągająco, jest mrocznie (ale nie jak u Snydera!), bywa strasznie, nieco fantastycznie, nie przekombinowano – słowem, a nawet dwoma: Shyamalan wrócił. W dodatku w wersji, którą lubimy najbardziej.

Nie widziałam porzedniego filmu reżysera. Nie zainteresował mnie temat, tyle. Tutaj chciałam zobaczyć McAvoya, który moim zdaniem jako Xavier się marnuje, nadając się bardziej do filmów typu “Brud”. Tu również podołał zadaniu, choć wyzwanie to było konkretne.

Film opowiada o kolesiu z dwudziestoma czterema (tak, oczy Was nie mylą) osobowościami. Takie czasy, wszystko musi być więcej, szybciej, mocniej. Coraz mniej nas szokuje. To już “Fight Club”, rozdwojenie jaźni nikogo już nie interesuje czy nie straszy. Taki w XXI wieku mamy klimat.

Jednak produkcja skupiła się – na szczęście – na kilku z tych ‘postaci’. Och, jaką my tam mamy róźnorodność! Jest kobieta, jest 9letni chłopiec, jest projektant ciuszków, mamy ‘szefa’, a nawet Bestię. Tak, to ta pomijana w niektórych recenzjach osobowość. Element fantastyczny, jeden z tych, które reżyser potrafi zaserwować nam zjadliwie bądź całkowicie przesolić. Tutaj się udało. Spałam z otwartymi drzwiami, a przed snem musiałam poczytać. Coś miłego.

W Bestię nie wierzą nie tylko recenzenci. Nie wierzy też pani terapeutka, próbująca nieco rozjaśnić tematykę tej konkretnej choroby psychicznej. Dziewczyny, porwane przez bohatera w początkowo niewiadomym celu, próbują uciec. Bez większych sukcesów. Fajnie zobaczyć na dużym ekranie kolejną osobę z obsady “Skins”. Choć głównie to Anya Taylor-Joy przoduje. Bohaterka z traumą, co być może pomaga jej troszkę zrozumieć głównego bohatera. Poznać go na tyle, by próbować go podejść. Mierzy siły na zamiary i spokojnie czeka na rozwój sytuacji. Szybko okazuje się, że to ona ma największe szanse na przeżycie. Niekoniecznie na powrót do jakiejkolwiek normalności.

Film mały, nie szarżujący historią ani efektami, z brylującym Jamesem. Widać, że świetnie się bawi. Przeskakuje między różnymi obliczami aż miło. Chętnie widziałabym go częściej w tego typu wymagających rolach.

Choćby dla niego warto obejrzeć ten film. Nie musicie przed snem.