Człowiek, który gapił się na kozy – i nazywał siebie wojownikiem Jedi

W ramach tygodnia z Ewanem, kończącego się kinowym maraton Traispotting 1 i 2 w niedzielę, przypominam sobie moje ulubione filmy, w których pojawia się niekoniecznie w głównej roli. Zaczęłam od Moulin Rouge, które wszyscy znają. Przejdźmy więc do wtorkowego seansu, filmu, który powinien być znany przez wszystkich, a zdecydowanie nie jest. Już sam tytuł zachęca do sprawdzenia tematu -> Człowiek, który gapił się na kozy. <3

Nie, nie będziemy przez 1,5 godziny oglądali tylko i wyłącznie tytułowych kóz. Bob Wilton (w tej roli cudny jak zawsze Ewan McGregor) ma ostatnio pecha. Nie potrafi znaleźć dobrego tematu na artykuł, jego żona odchodzi z innym. W dodatku z jego wydawcą. Szef zleca mu przeprowadzanie wywiadów z miejscowymi… wariatami? Nazwijmy ich ładniej: ludźmi o nietypowych zainteresowaniach. Jednak dzięki jednemu z nich Bob trafia w końcu na ciekawy temat: Projekt Jedi. O którym nasz bohater, o dziwo, nie ma pojęcia. :>

Dziennikarz wyrusza więc w podróż, podczas której spotyka Lyna Cassady (George Clooney). Ten ma masę ciekawych opowieści, z której ta o New Earth Army jest zdecydowanie najciekawsza. Przewijają się w niej, oczywiście, kozy, ale nie tylko. Jest na czym oko i ucho zawiesić.

Jeśli nie zachęcił Was absurdalny tytuł ani zalążek fabuły, spora szansa, iż do obejrzenia produkcji przekona Was obsada. Kogóż tu nie ma?  Poza Ewanem i Georgem, na ekranie pojawiają się m.in. Jeff Bridges, Kevin Spacey, Stephen Lang, Stephen Root, Nick Offerman. Dodajmy do tego cudowny czarny humor oraz przednią zabawę schematem szpiegowskiego thrillera, wszystko w oparach nie tyle trawki, co absurdu. Choć Bill Django, grany przez Jeffa, nie odważył się zaprzeczyć zdobywania narkotyków na użytek swojej parapsychologicznej jednostki. Ale kozy padały i bez tego! Jest tu też trochę kina drogi & poczciwego nonsensu. Słowem: dla każdego coś miłego. O ile ma się odpowiednie podejście i załapie konwencję.

Polecam wszystkim fanom Ewana czy któregokolwiek z powyżej wymienionych aktorów. Na pewno nie będzie to zmarnowane 90 minut, poza tym, jak wszyscy wiemy, śmiech to zdrowie. A tak rzadko zdarza nam się śmiać na filmach wojennych.